Piękna historia z minionego sezonu zimowego.

Julek ma 7.5 roku, i jest chłopcem z prawostronną hemiplegią. Podobnie jak jego starszy brat Stefan, Julek chciał jeździć na nartach. Rok temu spróbowaliśmy pierwszy raz na stoku w Beskidzie Niskim, jednak początek nauki okazał się dla niego bardzo trudny i po wszystkim Julek wrócił do domu zniechęcony i zrezygnowany. W tym sezonie postanowiliśmy spróbować kolejnego podejścia, wiedząc już, że Julek potrzebuje indywidualnego podejścia do nauki i opieki na stoku kogoś, kto pracuje w dziećmi z porażeniem mózgowym. I tak pocztą pantoflową dotarliśmy do Pani Joli, która zaopiekowała się naszym Julkiem.
Na początku wszystko było dla niego bardzo trudne i męczące fizycznie: chodzenie w ciężkich butach, trafienie butem w wiązanie, utrzymanie równowagi na taśmie. Po pierwszych zajęciach, które trwały godzinę Julek miał zakwasy w chorej nodze przez kilka dni i utykał. Mimo to, po każdych zajęciach był bardzo szczęśliwy, że nauczył się czegoś nowego i zmotywowany do kolejnych zajęć.
Z niedowierzaniem i dumą obserwowałam jego postępy narciarskie, to jak z każdym dniem nabywał pewności, jak nauczył się wypinać narty bez używania kijków, wchodzić w butach narciarskich po schodach, w końcu skręcać i hamować pizzą. Wraz z kolejnymi treningami ustępowało też szybkie męczenie fizyczne i przestały doskwierać mu zakwasy. Szóstego dnia nauki Julek pierwszy raz sam zjechał ze stoku, bez podtrzymywania przez Panią Jolę. Ogromna radość i wzruszenie! W sumie nauka trwała 7 dni po godzinie, rozłożonych na przestrzeni miesiąca. To była ciężka praca, ale przyniosła wielki sukces. Julek zaczynał od 3 zjazdów pierwszego dnia nauki trzymany przez Panią Jolę, a skończył 21 samodzielnymi zjazdami ostatniego dnia.
Postawa Julka i to co osiąga poprzez swój upór i ciężką pracę nieustannie wprawia mnie, jego mamę, w ogrom wzruszenia i daje mi wiarę w to, że pomimo obciążenia, jakie otrzymał od losu w postaci MPD, on da sobie radę i spełni swoje marzenia.